Seks, hazard i (brutalne) gry komputerowe

Tydzień temu Rzecznik Praw Obywatelskich Irena Lipowicz wystąpiła do ministra gospodarki o ograniczenie dostępu dzieci do brutalnych gier przeznaczonych dla dorosłych. Z jednej strony pojawiło się mnóstwo krytycznych komentarzy (np. „czyli ta baba nie wie co to jest PEGI […]” Poldek, wpolityce.pl). Z drugiej znacznie mniej liczne głosy poparcia (choćby list otwarty Adriana Chmielarza).

Swego czasu miłośnicy dekapitacji ciągnęli do Mortal Kombat jak niedzielni hakerzy do nieszyfrowanej sieci.

Swego czasu miłośnicy dekapitacji ciągnęli do Mortal Kombat jak niedzielni hakerzy do nieszyfrowanej sieci.

Duma matki

Dawno, dawno temu, na targach zwanych Gambleriadą można było pograć w jakąś nawalankę, której nazwy nie pomnę. Postaci walczyły w kamiennym zagłębieniu, okładając się młotami, toporami i co tam kto miał. Po ścianach latały odrąbane członki i bluzgała krew adwersarzy. Nie pierwsza i nie ostatnia taka gra.

Gdy przepchnąłem się przez tłumek widzów, za jednym padem stał chłopak wyglądający na dwunastolatka, za drugim ośmiolatek, a za nim jego matka. Ośmiolatek miał pada na wysokości twarzy, ale nie przeszkadzało mu to masakrować przeciwnika w każdym kolejnym pojedynku. Widzowie byli pełni podziwu. Matka co jakiś czas powtarzała: „To mój syn!” , jakby właśnie jej pociecha została nominowana do Nobla.

Wtedy wydawało mi się, że jestem za młody, by zwrócić jej uwagę.

Pora na prawo

Teraz już nie jestem, ale też czasy się zmieniły. Świadomość rodziców wzrosła. Choćby dlatego, że część z nich sama grała lub gra. Wie czym są gry, jak wciągają, bo sami zarywali noce, by przejść Dooma czy Street Fightera. Trudno jednak zdać się w pełni na ich świadomość. A tak się dzieje.

Dostęp do gier dla dorosłych jest obecnie regulowany dwoma elementami. Pierwszym jest oznaczenie znaczkiem systemu Pan-European Game Information (PEGI), stworzonego przez Europejską Federację Oprogramowania Interaktywnego. Stanowi on jedynie wskazówkę dla kupujących, czy gra nadaje się do wieku gracza.

Drugim zabezpieczeniem jest rozsądek rodzica, wydającego ostatecznie zgodna zakup i grę. Dostęp do alkoholu, papierosów, pornografii czy hazardu jest uregulowany prawem. Zgadzam się z RPO, że tak powinno być i z brutalnymi grami.

Zobacz również: Niedocenione gry mijającej generacji

Nic nie stoi na przeszkodzie, by podstawę prawa stanowił system PEGI, którego restrykcyjne stosowanie przyjęto w ubiegłym roku w Wielkiej Brytanii. Za sprzedaż gry dla dorosłych osobie nieletniej grozi kara 5000 funtów.

Gdy coś nie jest uregulowane prawnie i nie grożą za to sankcje, można się tym nie przejmować. I tak dzieje się z dostępem do brutalnych gier. Nie słyszałem, by komukolwiek odmówiono sprzedaży tytułu z powodu wieku. Nie ma sankcji, rynek trudny, więc trzeba obsłużyć klienta, bo ściągnie piracką wersję.

To się powinno skończyć, bo gry znacznie silniej oddziałują na psychikę dzieci i młodzieży niż książki czy filmy. Nie jestem przy tym zwolennikiem teorii, że tylko gry są przyczyną aktów przemocy. To wygodne uproszczenie. Wydawcy w swoim interesie powinni jednak zadbać, by go nie używano. Najpewniejszym sposobem jest wprowadzenie prawnych ograniczeń w dostępie do brutalnych gier i dbałość nas wszystkich o ich przestrzeganie.

Mózg wciąż się przyda

Nie należy zapominać jednak o tym, że system PEGI, nawet po nadaniu mu statusu obowiązującego prawa, daje jedynie połowę informacji o grze. Mówi bowiem o stosowności gry w stosunku do wieku. Nawet po jego wprowadzeniu rodzice nie zostaliby całkowicie zwolnieni z użycia mózgu przy zakupie gier. Jeśli sześciolatkowi kupi się rower bez bocznych kółek, bo wszyscy rówieśnicy tak jeżdżą, skończy się katastrofą. Dlatego i tak na rodzicach spoczywać będzie decyzja, czy gra oznaczona 7+ odpowiada wrażliwości i rozwojowi psychicznemu ich dziecka.

Seria Postal wsławiła się nie tylko brutalnością, ale także obscenicznością przesuniętą daleko poza granice zdrowego rozsądku.

PEGI nie mówi także o tym, czy poziom złożoności gry jest dla dziecka odpowiedni. Przyznanie grom serii Football Manager kategorii 3+ nie oznacza, że pięciolatek ruszy z kopyta na podbój Ligi Mistrzów.

Przydałaby się dodatkowa klasyfikacja uwzględniająca poziom trudności, zwłaszcza produktów dla dzieci. Pojmowanie sześcio-, ośmio- czy 10-latka bardzo się od siebie różnią. Zgadywanie na podstawie lakonicznego opisu czy coś się nadaje, czy nie, przypomina loterię, w której stawką są nasze pieniądze.

Dariusz J. Michalski

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Rozrywka:

Gry starzeją się coraz szybciej? Romuald Marczyński i maszyny niemal liczące Przeciwko komputerowej bezmyślności Niezwykłe życie i machiny liczące Abrahama Sterna Infotrony czy arele? Zagraj to jeszcze raz, Sam Nowe gry w pikselowej oprawie 10 powodów, dla których warto oglądać “Misfits” Wampiry Guillermo del Toro to krwiożercze potwory “Doktor Who”, jakiego nie znacie Kultowe zabawki wracają! Najbardziej brutalna książka w historii? Dziewczyny to zołzy! Zaręczyny w stylu "Breaking Bad" Zwykli gracze to mordercy kreatywności Ty + czarny kot = Batman?! 10 najlepszych polskich komików na YouTube Co by było, gdyby “Grawitacja” działa się w Ikei [wideo] TVP donosi – gry wideo właściwie zabijają. Rewelacyjna parodia! 10 powodów, dla których warto oglądać “The Originals” Słodkie koteczki udają przystojnych modeli 9 najbardziej przerażających miejsc na świecie Złota era seriali ponoć się skończyła. Teraz będziemy oglądać już tylko chłam? Od bezdomnego do elegancika w garniturze w niecałe 3 minuty